Wyróżnione
Opublikowany w Mikaszówka

Moje miejsce na ziemi – Mikaszówka 2017 r.

W kilku słowach wstępu wyjaśnię czym jest Mikaszówka, może nie czym jest dla mnie, bo to obszerny temat i raczej mało ciekawy dla wielu, ale generalnie czym jest …


Otóż, Obóz Rekolekcyjny „Mikaszówka” organizowany jest od roku ’83 zawsze w tym samym miejscu – nad Jeziorem Płaskim położonym 3 km od miasteczka Mikaszówka i 1,5 km od najbliższej wsi Rygol. Jest to w samym środku Puszczy Augustowskiej, ta zaś znajduje się w województwie podlaskim. Sam obóz położony jest 6 km od granicy polsko-białoruskiej; dużo tych danych geograficznych, a można jeszcze więcej mówić. Najkrócej: Bóg, wspaniali ludzie, natura, modlitwa, praca, puszcza, jezioro, zero cywilizacji i technologii. Dla wielu pewnie to brzmi groźnie, powiem więc jeszcze, że to są dwa tygodnie pod namiotami i wędrówek leśnych, po wspaniałych zielonych terenach, gdzie powietrze jest świeże i przepełnione zapachem drzew żywicznych.

Przez 34 lata obóz organizowany i koordynowany był przez ks. Mirosława Nowosielskiego i jego brata Zygmunta, oraz rodziny Buczyńskich Sujka (to chyba wszyscy). Przez ten czas wychował on wiele pokoleń, w tym także wiele księży, zakonników, sióstr zakonnych, itp … A przede wszystkim wychował ludzi, który tworzą rodziny dając przykład wielu, że na Bogu da się postawić małżeństwo, dom i rodzinę, która przetrwa wszystko. Dzieło Mikaszówki nie jest więc jakimś wiatrem w polu, to wichura, która zmienia życie tych, którzy są na te zmiany otwarci!

Pod koniec roku gruchnęła wiadomość, która zasmuciła setki ludzi – koniec Mikaszówki. Dawni koordynatorzy zrezygnowali z powodów zdrowotnych. Jednakże jeden z wychowanków Mikaszówki ks. Tomasz Chruścik podjął się tego dzieła organizując w tym roku 35-tą Mikaszówkę. Czas okaże czy będą kolejne, nie wyobrażam sobie jednak, by moje dzieciaki nie były choć raz na Mikaszówce, podobnie jak wielu ludzi (bez względu na to jak daleką drogę do tego mają).


W tym roku dla mnie Mikaszówka była wyjątkową, choć całkowicie zwyczajną – byłem muzycznym i miałem moich wspaniałych muzycznych, trójkę dzieciaków, do których przywiązałem się jak do nikogo przez ostatnich 10 lat. Nie mogę nie wspomnieć o innych muzycznych znacznie bardziej doświadczonych niż ja. Razem do kupy nasz zespół to było siedem gitar, flet poprzeczny, skrzypce, bęben, marakasy i tamburyn.

Pół obozu siedziałem na haćce – taka przerośnięta motyka do kopania – ale dzięki temu nie zalało niemal żadnego namiotu jak lunęło w połowie obozu, kilka lekko podmyło, ale sytuację szybko opanowałem z kilkoma dzieciakami, którzy mi sporo w tym pomagali. „Starszy Okopowy” do akcji gotowy, wraz z moją świtą Młodszych Okopowych”, no i Technicznych w sumie też 🙂

I już przed wyjazdem zbierało mi się na łzy, a przez ponad godzinę rozpamiętywałem, naszą wspólną grę. Pamiętam, jakby dzieciaki zaledwie tydzień temu przyszli na pierwszą próbę; pamiętam jak pytali czy mogą z nami grać i mówili, że właściwie to grają bardzo krótko. Sam rok temu byłem takim osobnikiem, naturalnym dla mnie było przyjęcie ich z otwartymi ramionami. Przez całe półtora tygodnia ja ich uczyłem, a oni mnie uczyli. W autokarze, niczym na miodowej kliszy, widziałem ich postępy od pierwszych dni, to jak zbliżaliśmy się do siebie jako zespół, ale także jako grupka przyjaciół. Doprawdy, pierwszy raz od 9-ciu lat byłem bliski płaczu na Mikaszówce, ja, który panuję nad swoimi emocjami póki się nie przeleją (a wtedy jest źle, dla mnie lub dla kogoś). Jak później się okazało, nie byłem w tym smutku sam. Jedna z nich wysłała mi taką wiadomość:

Powiem tak:
„nie zgaśnie tej przyjaźni żar, co połączyla nas, nie pozwolimy, by ją starł nieublagany czas”…

Fragment pieśni „Ogniska już dogasa blask”

DSC08331

Wyróżnione
Opublikowany w Motywacyjne, Muzyka

Utwory zapomniane przez świat #3 – odwaga wymaga powodu

Kilka lat temu usłyszałem pewną balladę, która zawładnęła moją głową na dobrych kilka tygodni, a i do tej pory mile ją wspominam. Traktuje ona o odwadze i podejmowaniu takowych też decyzji. To wam wiele nie mówi, lecz tytuł załatwi sprawę u części z was.

You wanna run away, run away and you say that it can’t be so.
You wanna look away, look away but you stay cause’ it’s all so close.
When you stand up and hold out your hand.
In the face of what I don’t understand.
My reason to be brave.

Źródło: Cytaty spod lady

Josh Groban – Brave

Opublikowany w Hiszpania

Wspominki z Hiszpanii #8 – Alhambra y Generalifa

Nie jest tego dużo, lecz są to najpiękniejsze zdjęcia, głównie z Generalify. Tak na prawdę, nie mam tutaj nic do gadania – niech przemówią obrazy …

To już koniec serii Wspominki z Hiszpanii. Wierzę, że choć trochę przeniosłem was do świata wspaniałej Hiszpanii. Jeśli o mnie chodzi, to wspomnienia powróciły podczas pisania tej serii i jednego jestem pewien – kiedyś wrócę do Granady!

¡Adíos Amigos!
Trzymajcie się ciepło 🙂

Opublikowany w Hiszpania

Wspominki z Hiszpanii #7 – Sacromonte

Niestety powoli majaczy koniec serii, który przyniesie post Z pisarskiego kramu i kolejne Utwory zapomniane przez świat.


A dziś na celownik bierzemy muzeum domów wykutych w skałach na górze Sacromonte. Onego czasu było to „osiedle” cyganów, którzy zostali wysiedleni z miasta Granada.

 

Było to w pełni wyposażone domy, w których kwitło życie rodzinne. Można znaleźć także budynki gospodarcze, czy swoiste miejsca pracy, takie jak garncarnia, kowal, czy magazyn wiklinowych wyrobów. Cyganie na nich zarabiali początkowo, lecz z czasem, gdy zobaczyli, że ich główna rozrywka – Flamenco – jest dobrze odbierana, porzucili rękodzielnictwo zajmując się tylko tańcem.

 

Niestety, czas wymazał mi pamięć i więcej informacji nie pamiętam. Wiem jedynie, że jak dotarliśmy na miejsce, wielu z nas było na skraju śmierci z gorąca i zmęczenia. Kilka osób bawiło się również kaktusami, przez co skończyło z najeżonymi rękoma. Trasa w dół, była zdecydowanie lepsza 😀

Opublikowany w Hiszpania

Wspominki z Hiszpanii #6 – la Cocina de España

Mawiają, że grzechem jest pojechać do innego kraju i nie skosztować tamtejszej kuchni. Co do Hiszpańskiej nie mogę się z tym nie zgodzić! Wszechobecne Tapas, wyśmienita kawa, jakiej nie spotkacie nigdzie indziej (na przykład Cafe Cortado), a także owoce morza pod wszelką postacią.

Poza kawą, najbardziej urzekł mnie deser, zwany Flan Casero. Przepis, jak i krótką historię tego deseru znajdziecie tutaj →

Będąc w Hiszpanii nie można spróbować również oliwek i oliwy. Wierzcie lub nie, ale to, co mamy w sklepach, nijak się ma do tych hiszpańskich! Tak jak za oliwkami nie przepadam, tak tamte smakowały mi 😀

Teraz coś dla koneserów: wina. Znaleźć w Hiszpanii osobę mówiącą po angielsku, jest łatwiej, niż chociażby półwytrawne wino! Najpopularniejsze słodkie wino hiszpańskie nazywa się Sangría. Przepis na tradycyjną hiszpańską  Sangríę de Cava znajdziecie tutaj →

Tam gdzie koneserzy win, tam są również sery, wędliny i owoce. Zdecydowanie najpopularniejszym mięsiwem w Hiszpanii jest Jamon Bodega Serrano. Jest to dojrzewająca szynka, ze szczególnej odmiany świń. Ich hodowla objęta jest wieloma uwarunkowaniami, w tym klimatycznymi, by ta niesamowita w smaku szynka była jak najlepsza i zawsze taka sama. Więcej przeczytasz tutaj →

Na koniec coś, czego nie da się w żaden sposób podrobić czy odwzorować, zapewne przez tą prostotę. Mowa o Tostada con Aceite de Oliva y Tomate. Jest to najczęściej świeża, lekko przyczepiona bagietka polana oliwą z oliwek, na której jest „dżem”, lub raczej mus, ze świeżych pomidorów mięsistych. To danie broni się samo, bez soli i pieprzu, czy innych „polepszaczy”.

Zostaje mi życzyć wam:

¡buen provecho!

Zapisz

Opublikowany w Hiszpania

Wspominki z Hiszpanii #5 – ¡Viajamos a Córdoba!

 

wp_ss_20161114_0001-2

Tej niedzieli pojechaliśmy około 200 km na północny wschód do Córdoby.

Wycieczka była o tyle pasjonująca, że wyjechaliśmy o godzinie 7 rano.

Wszyscy byli zaspani, mając nadzieję na dwu i pół godzinny sen. Dla ośmiu osób podróż miała wyglądać zgoła inaczej (w tej grupie byłem ja, wraz z czterema koleżankami po fachu, naszymi dwiema profesoras, a także kolegą informatykiem). Nasz kierowca – Roberto – zaskoczył nas już na wstępie, witając nas łamaną polszczyzną, która brzmiała dość zabawnie z andaluzyjskim akcentem. Potem zaś okazał się genialnym (i przezabawnym) wodzirejem; muzyka na cały regulator, rączki w górę i jedziemy 😁 Bardzo szybko się obudziliśmy i jeszcze szybciej ogłuchliśmy ale wrażenia są niezapomniane.

W trasie byliśmy od wschodu do zachodu słońca, pośród wzgórz pełnych drzew oliwkowych, które w oddali tworzyły malownicze krajobrazy. Nie było jednak możliwości, coby się tymi widokami napawać, ponieważ trwała impreza.

Jeszcze przed Córdobą pojechaliśmy do ruin stolicy arabskiego państwa Al-Ándalus zwanej Medina Azahara. Była to twierdza spływająca złotem, zbudowana z piaskowców i zlepieńców, zdobiona marmurem i przepięknymi motywami geometrycznymi, gdzie swą siedzibę miał kalif Abd ar-Rahman III. Miejsce jak najbardziej warte obejrzenia, choćby przez owe zdobienia i klimat, tak idealnie pasujący do Andaluzji.

Zamek Alcázar

Alcázar wybudowany w 1328 roku przez Alfonsa XI, był siedzibą króla Ferdynanda II Aragońskiego i Izabeli I Kastylijskiej. Swoją siedzibę miała tutaj również Święta Inkwizycja. Miejsce oblegane przez turystów (kolejka na kilkaset metrów i pół godziny – wyjątkowo sprawnie szło). Warto jest przeciskać się, poprzez wąskie przejścia dla tego widoku, choć mi najbardziej się podobały przepiękne ogrody i fontanny, rozciągające się niemal po horyzont.

Mezquita

Mezquita, za czasów Al-Ándalus, była meczetem, który został wykupiony po jej upadku. W sam środek strikte arabskiej budowli, wbudowano gotycki kościół. Wszechobecne elementy chrześcijańskie subtelnie przeplatają się z muzułmańskimi symbolami i architekturą, co szczególnie widać na przykładzie kolumnad i pobliskich kapliczek. Aktualnie jest to muzeum, w którym prócz architektury i elementów sakralnych, są wystawione różnorodne figury świętych, drogi krzyżowej i bardzo bogato zdobionych krzyży.

wp_20161113_16_14_23_pro

Na koniec kilka zdjęć luzem ze zwiedzania Córdoby:

Opublikowany w Podróże

Wspominki z Hiszpanii #4 – Los Iglesias Bonitas

Wczesnym rankiem wybraliśmy się do Central Iglesia de Granada na mszę, choć prawdziwym powodem było obejrzenie go od środka. Po wejściu powitały nas przeogromne kolumny na … Nie wiem, 7-10 metrów w górę? Tak czy inaczej człowiek już był przytłoczony. W nawach bocznych są bardzo bogato zdobione ołtarze z ogromną ilością złota, lecz one są niczym w porównaniu do głównego ołtarza. Ten nie ociekał ani złotem, ani srebrem a był przepiękny. Monstrancja wykonana ze srebra wbudowana w również srebrną altanę. Nie wiem jakim sposobem była oświetlona, ale na tle ciemności ogromnej, półokrągłej kolumnady wyglądała nieziemsko. Wiem, że słowami nie sposób tego wyrazić lecz mam nadzieję, że komuś pobudziłem wyobraźnię.

Potem byliśmy w Katedrze Królów Katolickich – taki jest tytuł Izabeli Kastylijskiej i Ferdynanda Aragońskiego, którzy zapoczątkowali historię Hiszpanii, jednocząc ją i czyniąc ją katolicką. Katedra może mniej okazała, za to z bogatymi zdobieniami. Dwa przepiękne ołtarze: główny z rzeźbionymi postaciami świętych bliskich Jezusowi, takich jak Jan Chrzciciel czy Jan Ewangelista, oraz postaciami mędrców ze wschodu, aniołów, a przede wszystkim samego Jezusa ukrzyżowanego i Boga Ojca. Drugi ołtarz był zestawieniem kilku pięknych obrazów, przedstawiających najważniejsze wydarzenia z Biblii (od narodzin do zmartwychwstania, zwieńczone zesłaniem Ducha Świętego w dzień pięćdziesiątnicy). Największym zainteresowaniem jednak cieszyły się insygnia władzy królewskie, tj. korona, berło i szabla Ferdynanda.


O tym kościółku wiele powiedzieć nie mogę, prócz tego, że znajduje się w Albaicín. Architektonicznie prosty, lecz nie to jest tutaj ważne. Zwróćcie uwagę na te ręcznie malowane kafelki, z których słynie głównie Andaluzja.

Opublikowany w Podróże

Wspominki z Hiszpanii #3 – El Albaicin

Nieformalnym centrum każdego hiszpańskiego miasta, jest arabska dzielnica Albaicín która jest jednym wielkim targowiskiem tętniąca życiem, kolorami i zapachami przypraw, herbat, kawy i różnorodnych pachnideł. Sądzę, że gdyby wpuścić tam Monet’a, czy Renoire’a powstałyby przewspaniałe obrazy. Z resztą, zobaczcie sami.

Opublikowany w Muzyka

Utwory zapomniane przez świat #4 – Wiecznie aktualne …

Piosenka niesamowicie aktualna, a sprzed wielu lat. The Kelly Family w wyjątkowo oryginalny sposób wzięli na warsztat plagę naszych czasów – pracoholizm.

It’s been a hard days night and I’ve been working like a dog
It’s been a hard days night, I should be sleeping like a dog
But when I get home to you, I find the thing that you do
Will make me feel alright

Źródło: Cytaty spod lady

The Kelly Familly – The Hard Days Night